schowana

Twój nowy blog

oswajanie ‚kota’

0

Jest jak kot. Od kilku dni myślę o tym intensywnie. Przyswajam sobie swoją wiedzę o kotach i dopasowuję do niego. Jest jak kot – przychodzi, kiedy chce, odchodzi, kiedy mu pasuje. Angażuje się w moje zainteresowanie jego osobą, o ile dawno nie pisaliśmy do siebie. Kiedy go lekko pogłaskać w okolicach ogona… reaguje w odpowiedni sposób, ale tak, żeby w razie czego nie można mu było niczego udowodnić – po prostu się bawimy… I nagle wszystko staje się prawdziwsze i łatwiejsze – mimo, że czekam na kolejne słowa od niego, to już nauczyłam się niejako jego sposobu bycia, jego codziennego modelu życia. Nauczyłam się jego dnia i choć wiele dni jest dla mnie zaskoczeniem lub nie potrafię odpowiedzieć, kiedy i czy dziś będzie bardzo zajęty, staję się spokojna – już wiem, że odpisze… I to takie trochę bezpieczeństwo dla mnie, bo moje malowanie słowami kierowanymi do niego w jakiś sposób oswoiło go ze mną. Potrafi przyznać się, że sylwestra zakończył o 23, bo był chory, potrafi pokazać swoją dobrą twarz i troskę, a jednocześnie jak każdy kot potrzebuje swojego kawałka świata, w którym może psocić lub zwyczajnie mieć swoje tajemnice…

Galimatias o kochaniu

0

I tylko czasem człowiek smutnieje, bo osoba, którą potencjalnie wybrała na kochanie, kocha kogoś innego, dając nam w zamian propozycję kochania kogoś, kto nie jest osobą do kochania przez tę osobę

Wszystkie myśli…

0

Wciąż się ich boję, a jednak oczekuję ich, bo nie lubię stagnacji, duszę się w niej… chyba że czuję się w niej bezpiecznie… ale mimo, że lubię moją stagnację w Przyjaźni, to mój nieokrzesany duch wciąż oczekuje, że coś się wydarzy, będzie o czym rozmawiać… bo przecież na tym polega Przyjaźń – kiedy rozmawiasz z bardzo bliską osobą o ważnych sprawach, ale potrafisz mówić też o czymś, co jest błahe lub niekoniecznie potrzebne komukolwiek z was w życiu… więc Przyjaźń jest taką sprawą, gdzie mimo ciągłych zmian, człowiek pragnie stabilizacji i otrzymuje ją… bo jak mam nazwać to, że wysyłając do D. sms z pytaniem, czy wrócił już do siebie, dostaję odpowiedź o 1 w nocy, jak mam nazwać to, że dzień później dzwoni, żeby jeszcze o tym pomówić, jak mam nazwać to, że na trzeci dzień z kolei piszę do niego smutny sms i choć chwilę później wypłakuję się A. przez słuchawkę nie muszę się martwić o D., bo choć dzwoni czwartego dnia, to to jest pewność, wiem, że skontaktuje się ze mną, kiedy będzie miał czas i siły… bo czuje mnie i ważne jest dla niego, bym czuła się dobrze, nawet jeśli mogę tylko przez słuchawkę się do niego przytulić…

… pamiętasz, kiedyś tuliłam się do Ciebie też telefonicznie, choć przecież w inny sposób, niż do D…. czemu o tym piszę? teraz? bo w moim domu rozpoczął się remont i znalazłam płyty, które przecież tak dawno temu nagrywałeś dla mnie, dedykowałeś mi, opisywałeś pięknymi słowami… patrząc na tamte chwile uśmiecham się, choć przecież to był jeden z najbardziej napiętych dla mnie czasów i choć sporo się zmieniło, nie ma nas w żaden sposób, to wciąż, co jakiś czas tęsknię za Tobą… choć przecież wiem, że nie dałbyś mi tyle bezpieczeństwa, co D…

… czemu wciąż o nim piszę, czemu od tylu lat przewija się tutaj mimo moich ciągłych zachwytów różnymi mężczyznami? bo od tych przeszło sześciu lat jest moją ostoją, jest moim bezpieczeństwem…

myśli poplątane lub ulotne

0

Wiesz, czasem tylko wracam do Ciebie… do tej chorej?, a w każdym razie dziwnej dla mnie dzisiaj tęsknoty za Tobą… czasem tylko smak senchy pobudza kubki pamięci o nas – chyba po prostu zwykłej tęsknoty za Tobą jako człowiekiem, bez miłości, nienawiści, smutku, żalu, podniety… czasem tylko… dlaczego?

Oswajam delikatnie ze sobą R., bez huraganów, bez hurra optymizmów, bez szybko i wciąż… to nowe dla mnie, bo ja przecież jestem niecierpliwa, bo każde zainteresowanie mężczyzny moją osobą powoduje, że chcę coraz więcej… a przy R? hmmm, też tak jest, choć po cichutku… bo bardziej kumuluję w sobie te nasze chwilowe spotkania wymiany zdań, pytań, uśmiechów… ach tak, oczywiście że czekam na kolejne „rozmowy”, ale w jakiś dziwny sposób celebruję to, że nie mamy siebie dla siebie wciąż i cały czas… celebruję czekanie, oczekiwanie, dziwnie pojętą tęsknotę… tak wiem, że z tego nie musi narodzić się nic więcej, ale… to nie to, że mam nadzieję… po prostu czuję się tak, jakby pewne rzeczy były oczywiste i miały zdarzyć się na pewno, ale trzeba dać im czas, trzeba nam obojgu dać czas na siebie, na oswojenie siebie nawzajem, na „obwąchanie się” obopólne… bez żadnego „muszę, należy” itd…  może to znów coś innego, czego nauczyłam się wcześniej… a może i ja i zwłaszcza R. jesteśmy już w takim wieku, że większą nagrodą/niespodzianką jest nieoczekiwane spotkanie się gdzieś niż oczekiwane tu, teraz i cały czas…

Tysiące zmian

0

W ten wieczór, kiedy już wiedziałam, gdzie i bez kogo spędzę najbliższy weekend było mi autentycznie smutno, że nie będziemy z D. kończyć kolejnego rozdziału, po którym w pewien sposób znów na nowo nasze kontakty ulegną zmianie

… dzwonię do niego… nie odbiera… wiem jednak, że jeśli będzie mógł, oddzwoni – to jedna z jego zalet – czuję się bezpiecznie z myślą, że jestem dla niego na tyle ważna, że nie lekceważy moich prób kontaktu z nim
… odbieram w hałaśliwym sklepie, bo w międzyczasie zdążyłam tam dojechać, żeby zrobić ostatnie zakupy przed wyjazdem… krótka, treściwa rozmowa i ten smutek, kiedy oświadczam, że jednak nie zobaczymy się w najbliższy weekend
… czujemy to razem, wiemy, wyczuwamy pewne rzeczy, które na głos nie mogą być wypowiedziane… a może jednak powinnam? bo kiedy wyjeżdżam ze sklepu mogę cieszyć się tym, że światełka rowerowe migoczą radośnie, choć moją twarz zaczynają pokrywać najpierw rumieniec, a potem łzy… rumieniec, z natłoku emocji związanej z tęsknotą za D. i tym nie mogącym się wydarzyć spotkaniem, autentyczne, jedyne (bo nasze) rozumienie tej sytuacji i łzy, bo już nie mogłam ich powstrzymać

… być może kiedyś podobnie znów będę się czuć, jeśli postanowisz wyjechać tak daleko, że to już prawie inny świat… ale jeśli to tylko sprawi Ci radość… bez poświęcania się dla radości innych

… idź swoją drogą D… przez te wszystkie lata zyskałam w Tobie prawdziwego Przyjaciela, który przytulał, czasem karcił, nie był zadowolony, pozwalał na te wszystkie rzeczy, które razem przeżyliśmy… to żadne pożegnanie, ale kolejny etap w Twoim życiu się zaczyna i pewne rzeczy będą znów trudniejsze lub rzadsze

… „dorosłeś” mnie w swój oryginalny sposób i dzięki Tobie choć ciut bardziej czuję się bezpiecznie na tym świecie…

… czas na Nas… na kolejne etapy, nowe zdarzenia, nowe rozmowy, nowe… ale mam nadzieję, że w tym wszystkim duża część Nas z tylu lat pozostanie trwała…

uwaga: drugi Człowiek

0

przypominam sobie, co mówiła mi A., kiedy opowiadała, jak to było nigdy nie poznać swego ojca, jak wychowywać się bez tego „męskiego” wychowania… a teraz sama „wpadłam” na pomysł, by zajść w ciążę i nie domagać się od ojca dziecka, by był z nami

Bzdura… jak można być tak cynicznie egoistycznym – myśleć, że sama sobie poradzę i dam radę z wychowaniem małego, a potem coraz większego dziecka… to nawet nie chodzi o radzenie sobie… to kwestia tego, co to małe stworzenie będzie myślało i czuło, wychowując się tylko przy matce… nie można chcieć dziecka tylko dlatego, że chce się je mieć, trzeba pamiętać, że to przecież drugi człowiek… hasło tak bardzo dziś zapomniane i… nieszanowane

 

… jestem wędrowcem… hmmm, być może takim dziwnym Włóczykijem – nie chcę gdzieś być, odchodzę, zmieniam życie… może właśnie dlatego coraz mniej się dziwię, że ludzie zachowują się tak, a nie inaczej… nie boję się? czy to znak tego, że jestem totalnie krótkowzroczna, czy myślę, że oszalałabym, gdyby mnie ktoś przywiązał do jakiegoś wzorca? a może właśnie nie, może byłoby mi w nim dobrze, gdybym tylko miała poczucie bezpieczeństwa?

Okrutny czas

0

To nic, że właśnie kończą się Święta i zjadłam milionową ilość kalorii – jutro idę na lody… albo nie, bo może właśnie tego mi trzeba?

Trójkąty i kwadraty

0

Ryczę, nie mogę się powstrzymać, chowam twarz w kołdrę, a kiedy D. coś wspomina, że niezbyt dobrze wyglądam, odpowiadam szybko i ogólnie, że i tak się czuję… byle tylko nie zauważył, że mam oczy pełne zaschniętych łez…

A przecież kiedyś nie wstydziłam się tego, właśnie przed nim potrafiłam się wypłakać… ale co innego, kiedy płaczę po prostu z jakiegoś powodu, a co innego, bo w jakiś sposób to on jest powodem tych łez…

Czuję się tak, jak kiedyś przy Tobie – potrzebowałam tylko Twojego bycia, nie musiałam nic mówić, Twoja obecność była wszystkim…

To znak ostrzegawczy dla mnie, bo z jednej strony oznacza dla mnie bezmiar bezpieczeństwa, a z drugiej właśnie taki bezmiar kazał mi kiedyś trzymać w sobie wszystko, byle tylko nie stresować nikogo i siebie jakimkolwiek słowem lub zachowaniem…

Dojrzałość Schowana polega na tym, że bycie oswojonym daje prawo do oswojenia także tej drugiej osoby…

… trójkąty i kwadraty to nie wszystko, nie zapędzaj się w tym, bo stracisz coś, co było tak pięknie budowane od tylu lat…

Dzień za dniem, noc za nocą…
budzę się dziś, kolejny raz po niezbyt spokojnie przespanej nocy
śniłeś mi się i sama się dziwię, że takimi emocjami „obdarowałam” Cię w nim

… myślę, że jeszcze około dwóch lat i to wszystko się skończy
tak ona mi powiedziała, a przecież jest doktorem, więc wie, ile „schodzi” pacjentom dotarcie do fazy końcowej
cudu nie będzie tylko dlatego że…

wczytując się w pewną biografię i widząc samą siebie, zastanawiam się, czy jestem jak bohaterka tej książki i czy ten czas, jaki mi dano na tym świecie, mogę inaczej zagospodarować, czy właśnie żyć tak, jak ona…

czy?

Jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie spieszmy…

Życie, życie jest nowelą, której nigdy nie masz dosyć…

Jak zwykle jestem zbyt zadumana, myślę za dużo, a jednak za mało.

Staję na palcach, żeby coś zrobić dobrze, żeby ktoś mi powiedział, że coś dobrze wykonałam…

Ała… boli, kiedy okazuje się, że nie, że tylko mi się wydawało, że tym razem jest ok.

A jednak kiedy L. publicznie dziękuję mi za to, o czym mówiłam przez pół godziny, rosnę w środku siebie i ten dzień wydaje się nie mieć końca szczęśliwych chwil… a jednak ma, bo scenariusz, jaki sama piszę, nie zostaje dokończony przez drugą osobę.

Za dużo wymagam, za bardzo myślę, że ludzie powinni zachowywać się wobec mnie tak, jak ja wobec nich… Kłamstwo, przed którym wciąż boję się stanąć oko w oko.

A przecież już mam tyle lat i pewnych rzeczy powinnam się nauczyć, zrozumieć grę zwaną życiem. Coraz mniej tęsknię sama przed sobą, coraz bardziej wrzucam wszystko głęboko w siebie przed samą sobą. Potrafię powiedzieć A. i D. pewne rzeczy, które nikt inny nie może usłyszeć. A jednak czuję się tak cholernie samotna. Bo jestem dumna, bo nie  chce mi się iść na kompromis, bo za dużo we mnie egocentryzmu. Boczę się na pewnych ludzi, mówiąc głośno i szeptem „nigdy więcej” tylko dlatego, że moje marzenia się nie spełniają. Wolę żyć na odległość, bo wtedy mniej boli. A przecież to właśnie życie i nie ucieknę od niego. W końcu mnie złapie, czy tego będę chcieć, czy nie… Tylko czy potrafię jeszcze cofnąć się z drogi, która coraz bardziej gdzieś mnie prowadzi, a jednak jest tak szalenie niepewna?

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 tommek