Zostanę – będę mieć tydzień wolności i poczucie bezpieczeństwa, brak czasu na rzeczy, którymi usilnie powinnam się zajmować, gulę w gardle, kiedy tydzień ucieknie, straconą nadzieję na fajną kasę bez większego wysiłku, poczucie, że przecież mu obiecałam… i wiele innych rzeczy, które teraz w domyśle są nieważne

Nie zostanę – przez resztę tego miesiąca będę czuć się jak zdrajca, który dla własnych przyjemności robi problem innym, przez cały miesiąc będę mieć cudowne wakacje, choć bardzo pracowite, brak stabilności, kiedy się to skończy i wreszcie potencjalnie brak możliwości łatwego realizowania marzeń, które sobie planowałam na przyszły rok

Dwie możliwości, które złagodziłby C., gdyby zgodził się na moją propozycję…

Myślę nad tym, ile straciłam, robiąc teraz to, co robię i ile mogę zyskać w przyszłości… i wciąż mam wrażenie, że spóźniam się z życiem – gonię chwile, które mają przyjść za chwilę, a one mogą lub nie się  spełnić.

Tu i teraz, tu i teraz, tu i teraz – żyj, bo nikt nie będzie za ciebie żył twojego życia, nikt nie poczuje tego, co ty czujesz… i choć się już trochę przyzwyczaiłam, to mam wrażenie, że jeszcze mnie stać, by móc decydować, czy moja wolność ogranicza się do kromki chleba, czy radości, która rozpiera od środka – bo tak naprawdę tylko to mam, tylko to mi zostaje, tylko to w jakiś przedziwny sposób sprawia, że żyję tak, a nie inaczej… i nie chcę inaczej… bo mam za duże poczucie wolności… i choć czasem boli, to nie mogę przestać.