Nie kocha mnie, choć kocha. Nie mówi tego, choć wiem. Nie pokazuje zbyt często, ale czuję – D., mój drogi D. Tak najłatwiej  to opisać, co nas łączy… w piękny, myślę, sposób. Jest taką osobą, która racjonalnie podchodzi do życia, ale jego spokój, troska i to, że wybiera właśnie mnie, daje mi taką ogromną pewność, że mogę na niego liczyć. Choć nie jestem najważniejszą osobą w jego życiu, staliśmy się sobie w jakiś sposób bardzo drodzy i bliscy. To do mnie dzwoni o 22.30, żeby sprawdzić, czy może nie wybiorę się z nim do znajomych. To  do mnie pisze po 10 minutach niewidzenia i w sposób dla niego nieco zawoalowany sprawdza, czy też chcę się jeszcze z nim zobaczyć, pobyć choć przez chwilę, pogadać o niczym lub o czymś ważnym… poleżeć na platformie scenicznej wpatrując się w gwiazdy i być… cicho, blisko siebie, bez gadania. To czasem takie trudne – jest tyle rzeczy, które chciałabym właśnie z nim czasem obgadać, coś mu powiedzieć, co wisi nade mną, a czasem bez zbędnego silenia się rozmawiamy o rzeczach życiowych. I tylko kiedy przytulam go na rozstanie dłużej, mówiąc, że to na zapas, bo nie wiem, kiedy się znów zobaczymy, jest w tym z mojej strony prawda, trochę smutna, ale dająca jednocześnie nadzieję na szybkie kolejne zobaczenie.

Przyjaźń nie zna odległości, ram czasowych i jakichś dziwnych kontekstów społecznych. D. wywalczył mnie swoją troską i bezpośredniością, a ja swoją spokojną ciekawością i tkliwością zdobyłam jego…

D., D., D.  - tak dużo o nim napisałam tutaj, wciąż zdumiewając się nad naszą fajną relacją… i wciąż to robię… pewnie dlatego, że tak dobrze do siebie pasujemy, choć nie po drodze nam budować wspólne życie… ale tak właśnie wygląda Przyjaźń – jest ktoś, dzięki komu zawsze się uśmiechniesz i komu jest potrzebny kontakt z tobą, żeby życie miało pełny smak.