Żyjemy tu przez chwilę… więc zostawmy na boku wszystkie waśnie i niepowodzenia – za chwilę przyćmią je nowe zdarzenia. Jak bardzo to proste… a czasem jak bardzo trudne… bo przecież czasem chcemy czegoś/kogoś bardziej, bo bardziej nam zależy, żeby się nie zmieniało, albo tylko z kimś, albo wtedy, a nie wcześniej lub później, żeby się zmieniło na lepsze… wytargane slogany o cieszeniu się życiem, o tym, że wszystko zależy od nas… ile jesteśmy warci, jeśli potrafimy coś trzymać w sobie dniami i nocami, a za chwilę puścić to wolno lub w niepamięć… bo czekamy na nowe, na coraz nowsze, na wciąż zmieniające się życie, bo to, w jakim tkwimy nic nie znaczy, jest puste lub czegoś w nim brak… bo zwyczajnie pragniemy pewnych rzeczy, ale nie potrafiąc lub nie mogąc ich dostać, tracimy wiarę, że wystarczy powalczyć – ale czy na pewno? czy walka o coś/kogoś jest najlepszą rzeczą? a gdyby ktoś powiedział, że tracąc coś/kogoś, zyskujemy coś innego/kogoś nowego? Racja – przedmioty, to nie ludzie, a ludzie nie są przedmiotami. Ludzi nie da się zastąpić, po nich przychodzą inni, którzy zapełniają pustkę po tamtych lub siadają w nowym miejscu i pokazują nam świat na nowo. Przedmioty? Są tylko użytkiem, na chwilę dla nas, a potem niech służą komuś innemu.

To wszystko przez to, że swój obecny telefon chcę oddać Mamie, bo jej jest już zupełnie na skraju życia… a na mnie czeka stary-nowy, podarowany, używany… bo nie szukam w przedmiotach ich wartości samej w sobie, ale tego, by były dla mnie użyteczne.

To wszystko dlatego, że śniłam Cię dziś i choć nie ma Cię w moim życiu, gdzieś wciąż siedzisz we mnie i masz swoje miejsce i choć poznaję nowych ludzi, zaczynam myśleć, że C. pokazuje mi świat na nowo, Ty masz swoje miejsce we mnie… i C. też gdzieś tam się zagnieżdża… choć zupełnie inaczej, niż bym sądziła jeszcze dwa miesiące temu… i nie mam pojęcia czy zostanie we mnie na zawsze, na długo lub na chwilę, jedno wiem na pewno – szanuje mnie i traktuje jak drugą myślącą, czującą istotę, z którą nie można obchodzić się jak z przedmiotem…