Nie wiem, nie pamiętam, nie zauważyłam kiedy moja znajomość z D. zaczęła się zmieniać, kiedy staliśmy się sobie bardziej równi, kiedy nie tylko on się o mnie troszczył, ale ja także zaczęłam być dopuszczana do tego, by móc czasem się nim zaopiekować… nawet jeśli to tylko kilka minut przez telefon, choć czasem wydzwanianych co kilka dni… żeby po prostu się usłyszeć, pogadać na luzie bez spiny, albo właśnie móc wywalić z siebie pewne rzeczy. On umie doskonale słuchać, a ja stałam się dla niego także dobrym słuchaczem… nauczyliśmy się siebie w piękny sposób, pragnąc swojego towarzystwa choć na chwilę… zupełnie jak tydzień temu, kiedy wyczułam, że jest tak, że chce mu się uciec od tego, w czym tkwi, choć na chwilę… więc siedzimy na tym balkonie, oglądamy film, palimy cygaro, popijamy piwo i to wystarcza… na poważniejsze rozmowy przyjdzie czas dzień później… bo czasem wystarczy, że ktoś jest, jeśli tylko chce…