To nic osobistego, nic, co miałoby Cię w jakikolwiek sposób obrazić, zasmucić itd… po prostu wdarłeś się we mnie pewnymi skojarzeniami tak mocno, że czytając coś, słysząc coś, wąchając coś, patrząc na coś lub zwyczajnie myśląc lub jadąc gdzieś jesteś właśnie Ty – stajesz przed oczami i nie ma tam miejsca dla nikogo więcej… co wcale nie znaczy, że jesteś dla mnie całym światem, że jesteś wszędzie, gdzie spojrzę… Już się przed tym nie bronię, nie chcę zadawać żadnych pytań, nie chcę już definitywnie mówić „tak” lub „nie”… tak, uśmiechniesz się i powiesz: „nigdy nie mów nigdy”? Chyba w końcu zrozumiałam, pozwoliłam sobie na nie kopanie się z samą sobą, może to też świąteczna rozmowa z A. dała mi nowe spojrzenie na pewne rzeczy… Nic to, i tak za dużo napisałam, a chciałam tylko to:

(…) a ty mi ciągle z dna pamięci

wypływasz jak topielec

K. I. Gałczyński

… bo Gałczyński zawsze będzie się z Tobą kojarzył…