schowana

Twój nowy blog

Marzycielka

0

Mówię mu, że nie mogę mieć dzieci… a jaki czas od tych słów totalnie zmęczona pracą zamykam się w łazience i wyję, że jestem w takiej sytuacji, a „moje” państwo nie pomoże… każe zastosować kalendarzyk, albo wziąć niczyje dziecko z domu dziecka… nic to, że przy kalendarzyku każde z dwojga jest upokarzane tym, że w tej chwili trzeba spółkować… zupełnie nie rozumiem więc pani senator, która mówi, że przy in vitro mężczyzna jest obrażany onanizmem…

nic to… nie mogę, nie mam z kim, a ten, z którym chcę nie chce

używam więc sobie życia… i mam sny prorocze… po których jakby jestem spokojniejsza, ale ciągle biegnę, wydaje mi się, że choć tego pragnę, nie mogłabym żyć jak oni – leżeć na łące i czekać na nic… i wtedy przychodzi olśnienie – to marzenia nami kierują, one się spełniają, więc czas zacząć je spełniać… bo już czerwiec

Z nim będziesz szczęśliwsza

2

Kiedy poznaję nowego mężczyznę i zaczynam się nim interesować, wyobrażam sobie, że nigdy kogoś takiego nie znałam, nie poznałam, że to absolutne szczęście, że poznałam taką osobę, kogoś takiego, z kim przeżywam jakieś pierwsze razy, z kim pozwalam sobie na nowe zachowania, z kim nie czuję się jak z nikim innym.

Ale to znika, wcześniej lub później. 10 lat temu miałam być dla kogoś na zawsze. 9 lat temu mieliśmy tylko siebie, 8 lat temu poznałam kogoś, z kim wciąż „jestem”, choć tamtego ani Ciebie już nie ma. Od roku jest on, choć na raty, z przerwami, z nie wiadomo jakimi szczerymi chęciami.

Dawał mi dużo bezpieczeństwa… do czasu.

Dawałeś mi dużo wolności… do czasu kiedy ja nie pozwalałam Ci także z niej czerpać.

Daje mi poczucie bliskości… wciąż.

A on, ten nowy, ten C., ten „roczny” wyzwala we mnie poczucie dorosłości i dojrzałego dbania o relację z drugą osobą. W takim rozumieniu pozwalam sobie na wolność i nie wymagam od niego uwiązania się do mnie. Pojmuję, że im dam mu więcej wolnej woli, tym bardziej będzie chciał przyjść do mnie sam. Choć ja mam swoje granice i on doskonale wytycza nasze relacje. To taka mądra i dojrzała uważność na drugą osobę, gdzie czuję się szczęśliwa, gdy jest przy mnie, ale nie wyrywam sobie włosów z głowy, kiedy go nie ma. Choć czasem tak jest, bo jego choroba zmusza mnie do myślenia, że może nagle umrzeć, a ja nie dość, że nie będę w tych chwilach blisko, nie zdążę się z nim pożegnać, to mogę się niezbyt wcześnie o tym dowiedzieć. Wiele przed nami jeszcze do poznania, wiele do wywalczenia, by nie było to tylko 3 lub 5 lat naszej znajomości, a potem to coś go zabije… i tylko coraz bardziej i coraz częściej chcę mu powiedzieć coś, co w końcu potrafię ubrać w piękne słowa i gdyby się spełniły dały by mu kolejne powody do walki, a mi szczęście, jakiego żaden mężczyzna jeszcze nigdy mi nie dał…

When a Man…

0

Choć budzę się wcześniej, to jego sms rozbudza mnie na dobre… wysyła go nieco później, niżbym przypuszczała, co może tkwić w nim (nauczył mnie kilkoma porannymi, co siedzi w jego głowie). Dziś pisze o tym, co przypuszczałam… choć też bałam się, tak – przyznaję, bałam się, że skończyła się sielanka, bałam się… czyli choć nic sobie nie obiecuję, nie chcę się przyznać… jednak było mi z każdym dniem od tygodnia coraz mniej wygodnie z tym, że dźwięk smsa nie oznacza wiadomości od niego…

I choć chyba oboje nie potrafimy tego wypowiedzieć sami przed sobą, to drugiej osobie musimy powiedzieć, że jednak potrzebujemy jej obecności, że to działa relaksacyjnie, że właśnie z tą osobą chcemy… z nikim innym właśnie tak…

A jednak, kiedy myślę o mojej rozmowie z M. o miłości, nie potrafię sobie siebie i C. w taki sposób wyobrazić, a może nie chcę, bo przywiązanie się takie do drugiej osoby wiąże się z myślą, że… ciiii, nic więcej nie mów, niech się dzieje… bo czy byłoby lepiej bez niego?

Dzień dobry, tu poczucie wolności

0

Zostanę – będę mieć tydzień wolności i poczucie bezpieczeństwa, brak czasu na rzeczy, którymi usilnie powinnam się zajmować, gulę w gardle, kiedy tydzień ucieknie, straconą nadzieję na fajną kasę bez większego wysiłku, poczucie, że przecież mu obiecałam… i wiele innych rzeczy, które teraz w domyśle są nieważne

Nie zostanę – przez resztę tego miesiąca będę czuć się jak zdrajca, który dla własnych przyjemności robi problem innym, przez cały miesiąc będę mieć cudowne wakacje, choć bardzo pracowite, brak stabilności, kiedy się to skończy i wreszcie potencjalnie brak możliwości łatwego realizowania marzeń, które sobie planowałam na przyszły rok

Dwie możliwości, które złagodziłby C., gdyby zgodził się na moją propozycję…

Myślę nad tym, ile straciłam, robiąc teraz to, co robię i ile mogę zyskać w przyszłości… i wciąż mam wrażenie, że spóźniam się z życiem – gonię chwile, które mają przyjść za chwilę, a one mogą lub nie się  spełnić.

Tu i teraz, tu i teraz, tu i teraz – żyj, bo nikt nie będzie za ciebie żył twojego życia, nikt nie poczuje tego, co ty czujesz… i choć się już trochę przyzwyczaiłam, to mam wrażenie, że jeszcze mnie stać, by móc decydować, czy moja wolność ogranicza się do kromki chleba, czy radości, która rozpiera od środka – bo tak naprawdę tylko to mam, tylko to mi zostaje, tylko to w jakiś przedziwny sposób sprawia, że żyję tak, a nie inaczej… i nie chcę inaczej… bo mam za duże poczucie wolności… i choć czasem boli, to nie mogę przestać.

Niekochanie, ale…

4

Nie kocha mnie, choć kocha. Nie mówi tego, choć wiem. Nie pokazuje zbyt często, ale czuję – D., mój drogi D. Tak najłatwiej  to opisać, co nas łączy… w piękny, myślę, sposób. Jest taką osobą, która racjonalnie podchodzi do życia, ale jego spokój, troska i to, że wybiera właśnie mnie, daje mi taką ogromną pewność, że mogę na niego liczyć. Choć nie jestem najważniejszą osobą w jego życiu, staliśmy się sobie w jakiś sposób bardzo drodzy i bliscy. To do mnie dzwoni o 22.30, żeby sprawdzić, czy może nie wybiorę się z nim do znajomych. To  do mnie pisze po 10 minutach niewidzenia i w sposób dla niego nieco zawoalowany sprawdza, czy też chcę się jeszcze z nim zobaczyć, pobyć choć przez chwilę, pogadać o niczym lub o czymś ważnym… poleżeć na platformie scenicznej wpatrując się w gwiazdy i być… cicho, blisko siebie, bez gadania. To czasem takie trudne – jest tyle rzeczy, które chciałabym właśnie z nim czasem obgadać, coś mu powiedzieć, co wisi nade mną, a czasem bez zbędnego silenia się rozmawiamy o rzeczach życiowych. I tylko kiedy przytulam go na rozstanie dłużej, mówiąc, że to na zapas, bo nie wiem, kiedy się znów zobaczymy, jest w tym z mojej strony prawda, trochę smutna, ale dająca jednocześnie nadzieję na szybkie kolejne zobaczenie.

Przyjaźń nie zna odległości, ram czasowych i jakichś dziwnych kontekstów społecznych. D. wywalczył mnie swoją troską i bezpośredniością, a ja swoją spokojną ciekawością i tkliwością zdobyłam jego…

D., D., D.  - tak dużo o nim napisałam tutaj, wciąż zdumiewając się nad naszą fajną relacją… i wciąż to robię… pewnie dlatego, że tak dobrze do siebie pasujemy, choć nie po drodze nam budować wspólne życie… ale tak właśnie wygląda Przyjaźń – jest ktoś, dzięki komu zawsze się uśmiechniesz i komu jest potrzebny kontakt z tobą, żeby życie miało pełny smak.

Żyjemy tu przez chwilę… więc zostawmy na boku wszystkie waśnie i niepowodzenia – za chwilę przyćmią je nowe zdarzenia. Jak bardzo to proste… a czasem jak bardzo trudne… bo przecież czasem chcemy czegoś/kogoś bardziej, bo bardziej nam zależy, żeby się nie zmieniało, albo tylko z kimś, albo wtedy, a nie wcześniej lub później, żeby się zmieniło na lepsze… wytargane slogany o cieszeniu się życiem, o tym, że wszystko zależy od nas… ile jesteśmy warci, jeśli potrafimy coś trzymać w sobie dniami i nocami, a za chwilę puścić to wolno lub w niepamięć… bo czekamy na nowe, na coraz nowsze, na wciąż zmieniające się życie, bo to, w jakim tkwimy nic nie znaczy, jest puste lub czegoś w nim brak… bo zwyczajnie pragniemy pewnych rzeczy, ale nie potrafiąc lub nie mogąc ich dostać, tracimy wiarę, że wystarczy powalczyć – ale czy na pewno? czy walka o coś/kogoś jest najlepszą rzeczą? a gdyby ktoś powiedział, że tracąc coś/kogoś, zyskujemy coś innego/kogoś nowego? Racja – przedmioty, to nie ludzie, a ludzie nie są przedmiotami. Ludzi nie da się zastąpić, po nich przychodzą inni, którzy zapełniają pustkę po tamtych lub siadają w nowym miejscu i pokazują nam świat na nowo. Przedmioty? Są tylko użytkiem, na chwilę dla nas, a potem niech służą komuś innemu.

To wszystko przez to, że swój obecny telefon chcę oddać Mamie, bo jej jest już zupełnie na skraju życia… a na mnie czeka stary-nowy, podarowany, używany… bo nie szukam w przedmiotach ich wartości samej w sobie, ale tego, by były dla mnie użyteczne.

To wszystko dlatego, że śniłam Cię dziś i choć nie ma Cię w moim życiu, gdzieś wciąż siedzisz we mnie i masz swoje miejsce i choć poznaję nowych ludzi, zaczynam myśleć, że C. pokazuje mi świat na nowo, Ty masz swoje miejsce we mnie… i C. też gdzieś tam się zagnieżdża… choć zupełnie inaczej, niż bym sądziła jeszcze dwa miesiące temu… i nie mam pojęcia czy zostanie we mnie na zawsze, na długo lub na chwilę, jedno wiem na pewno – szanuje mnie i traktuje jak drugą myślącą, czującą istotę, z którą nie można obchodzić się jak z przedmiotem…

Again…

0

Znów się oszukałam, że ktoś może mnie kochać…

Jeśli tylko chcesz…

0

Nie wiem, nie pamiętam, nie zauważyłam kiedy moja znajomość z D. zaczęła się zmieniać, kiedy staliśmy się sobie bardziej równi, kiedy nie tylko on się o mnie troszczył, ale ja także zaczęłam być dopuszczana do tego, by móc czasem się nim zaopiekować… nawet jeśli to tylko kilka minut przez telefon, choć czasem wydzwanianych co kilka dni… żeby po prostu się usłyszeć, pogadać na luzie bez spiny, albo właśnie móc wywalić z siebie pewne rzeczy. On umie doskonale słuchać, a ja stałam się dla niego także dobrym słuchaczem… nauczyliśmy się siebie w piękny sposób, pragnąc swojego towarzystwa choć na chwilę… zupełnie jak tydzień temu, kiedy wyczułam, że jest tak, że chce mu się uciec od tego, w czym tkwi, choć na chwilę… więc siedzimy na tym balkonie, oglądamy film, palimy cygaro, popijamy piwo i to wystarcza… na poważniejsze rozmowy przyjdzie czas dzień później… bo czasem wystarczy, że ktoś jest, jeśli tylko chce…

Tolerancja myśli

0

C. dziwi się, kiedy mówię mu, że potrzebuję swoistego bicza na sobą, kogoś lub czegoś, co mnie pionuje, kiedy zaczynam się zachowywać  w sposób mało racjonalny. Dziwi się, bo jest starszy o prawie dziesięć lat i być może z jego punktu widzenia, pewne rzeczy człowiek sam wie, jest ich świadom. Nie jest mną, nie jest kobietą i choć wyczuwam w nim taką osobę, która w przyszłości zapewne potrafiłaby zatroszczyć się o mnie, wciąż na to za wcześnie. Za wcześnie, bo choć z jednej strony znamy się i dogadujemy znakomicie, to wciąż jest totalny początek znajomości i choć prawdopodobnie powiedzieliśmy sobie sporo rzeczy życiowych, nie przegadaliśmy nas, jako ludzi, nie opowiedzieliśmy sobie swoich wad w taki sposób, żeby zacząć się nimi przejmować… bo wciąż jesteśmy sobie obcy. Tak naprawdę to cieszę się, że postanowiliśmy nic nie postanawiać, nic na siłę nie zmieniać, nie obiecywać, nie deklarować, niech nas prowadzi to, co się dzieje. Tak, z jednej strony cudownie mieć osobę, która napisze do ciebie z rana lub na dobranoc, ale chyba jeszcze za wcześnie na mówienie rzeczy takich, jakie wie o mnie D. On jest moją podporą, moim pionownikiem, osobą dzięki które pewne rzeczy stają się banalnie proste… a C. jest jeszcze osobą, przed którą się trochę odsłaniam, ale jednocześnie staram się jeszcze ukryć, „pokazać”, wystroić. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć milionową ilością wiadomości, pewne rzeczy muszą dziać się w czasie tak, aby móc ocenić je w biegu naszych różnych słabszych dni, różnych dodatkowych problemów… lub tęsknot. Czy już za nim tęsknię? Nie, choć przyznam że troszkę byłoby mi teraz przykro, gdyby nagle zabrakło jego osoby… jeszcze nie, jeszcze dajemy sobie czas, nie spieszyć się z pewnymi słowami lub uczuciami. Niech one rosną w nas obojgu, dojrzewają razem z naszymi kolejnymi potyczkami życiowymi. Tak naprawdę tylko tak można uznać, że ktoś może być w naszym życiu dłużej niż tchnienie motyla… Tak jak D., który jest od już prawie siedmiu lat i choć wiem, że dla niego to nie będzie jakaś wielka feta, to dla mnie, po kobiecemu uśmiechnę się do tych pierwszych naszych przegadanych godzin i pomyślę, że „dobrze, że jesteś, D.”

Kilka słów do Ciebie…

0

To nic osobistego, nic, co miałoby Cię w jakikolwiek sposób obrazić, zasmucić itd… po prostu wdarłeś się we mnie pewnymi skojarzeniami tak mocno, że czytając coś, słysząc coś, wąchając coś, patrząc na coś lub zwyczajnie myśląc lub jadąc gdzieś jesteś właśnie Ty – stajesz przed oczami i nie ma tam miejsca dla nikogo więcej… co wcale nie znaczy, że jesteś dla mnie całym światem, że jesteś wszędzie, gdzie spojrzę… Już się przed tym nie bronię, nie chcę zadawać żadnych pytań, nie chcę już definitywnie mówić „tak” lub „nie”… tak, uśmiechniesz się i powiesz: „nigdy nie mów nigdy”? Chyba w końcu zrozumiałam, pozwoliłam sobie na nie kopanie się z samą sobą, może to też świąteczna rozmowa z A. dała mi nowe spojrzenie na pewne rzeczy… Nic to, i tak za dużo napisałam, a chciałam tylko to:

(…) a ty mi ciągle z dna pamięci

wypływasz jak topielec

K. I. Gałczyński

… bo Gałczyński zawsze będzie się z Tobą kojarzył…

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 tommek